Najtrudniejsze uczniowskie dyktando ortograficzne

Pewnej zimy

Pewnej zimy, gdy padał śnieg, ulepiłem bałwana, który przez noc ożył i zaczął rozmawiać ze mną. Myślałem, że to sen. Podszedłem do niego, a ponieważ wyglądał na miłego, to porozmawiałem z nim i zostaliśmy przyjaciółmi. Przy moich kolegach udawał zwykłego bałwana. Pewnego zobaczyłem, że rzucają w mojego bałwana śnieżkami. Wybiegłem z domu i kazałem im przestać, a oni zaczęli go kopać. Wtedy bałwan się poruszył mówiąc, żeby go nie kopali, bo pożałują, a oni przestraszyli się i uciekli. Spytałem się go, czy mu się nic nie stało. Na szczęście było z nim wszystko w porządku. W końcu przyszła wiosna i bałwan się roztopił, a mnie było bardzo przykro.

Kamil Moskal

Smok Grzegorz

Pewnego wieczoru, gdy świeciły już na niebie dwa księżyce a trzeci wschodził, udałam się z moim jednorożcem i psem świecącym w ciemności na wycieczkę do ognistych bezdroży. Spotkaliśmy tam smoka Grzegorza ziejącego ogniem i strzelającego z oczu strzałami, od których uderzało jasne światło. Nasz kolega miał problem, wbiła mu się drzazga w brzuch i sztućce w kark. Postanowiliśmy mu pomóc, ale on nie chciał. Koło kanionu,
w którym mieszkał były zawieszone trzy zjeżdżalnie, do których zjeżdżały dżdżownice (czyli jego posiłek), aby dotrzeć do wielkiej tryskającej ogniem gęby. Ten smok był marsjańskim pieskiem, on jadł tylko trzcinę, grzyby, dżdżownice, ryż oczywiście pałeczkami, orzechy, kosmiczną rzepę ze słońca, które świeci na kolor purpurowy. Gdy Grzesiek opowiadał nam jakim on to nie jest strzelcem i rzeźbiarzem wyciągnęliśmy mu odłamy z ciała
i zaproponowaliśmy mu zupę grzybową.

Weronika Doroż

Poznania Strachowyja

Pewnego strasznego dnia wściekła Ula wybrała się do kochającego dzieci Grzegorza Strachowyja. Wyruszyła o godzinie ósmej, szła przez las, w którym zerwała grzyby muchomory i orzechy, widziała także wiewiórki. Gdy przyszła do celu zobaczyła wielgachny dom, który leżał obok rzeki Młynówki, tam mieszkał Grzesiek. Stwierdził, że to on prowadzi manufakturę batoników Grześków. Od strzelca za podarunek dostała ciepłą czekoladę, która była przeznaczona do wytwarzania batoników. W domu zrobiła z wafelków i odgrzanej czekolady słodycze, a później je zjadła. Bardzo była zadowolona z wycieczki.

Kinga Saładyga

Kotek

Pewnego pięknego listopadowego dnia ja i Martyna wybrałyśmy się na podwórko, gdzie zobaczyłyśmy wiewiórki i pożółkłe liście, a za parę chwil naszym oczom ukazał się bury zmarznięty kotek. Od razu wzięłyśmy go pod kaloryfer. Okazał się kochanym
i magicznym zwierzęciem, ponieważ gdy dałyśmy mu jeść to uniósł się do góry. Może to dlatego, że zjadł surowe grzyby. Gdy wykąpałyśmy go zmienił kolor sierści na różowy. To było zaskakujące i zarazem zabawne. Miesiąc później mały różowy kot zmienił się
w hipopotama. Wtedy do jedzenie musiałyśmy mu dawać arbuzy i wiązać na łańcuchu. Po paru dniach hipopotam zmienił się w zwykłego burego kota.

Katarzyna Pikul

Spacer z psem

Pewnego jesiennego dnia wstałem wcześnie rano, nudziłem się, więc wyruszyłem
z moim psem rasy labrador, koloru ciemnobiszkoptowego na długą wędrówkę. Po drodze zobaczyliśmy rosnące w lesie przy krzakach drzewko jarzębinowe, obok niego rósł przedziwny grzybek barwy szarawej z zielono-czerwonymi kropkami na czapce i fioletową falbanką na czarnej nóżce. Kilkanaście dużych kroków od nas widniał nie za duży, pomarańczowy znak z jaśniutką strzałką, na którym było napisane: „Grzybobranie czas zacząć, ale uwaga na węże”. Nie weszliśmy dalej w zarośla, ponieważ obawialiśmy się płazów. Wracaliśmy do domu, gdy zza kukurydzy wyskoczyła duża samica bażant. Fikus wziął się za pogoń, lecz bażant uciekł. Pies się tylko stłukł w nogę, ale poza tym nic mu się nie stało. Było wspaniale ale szkoda, że grzybobranie się nie udało.

Bartek Wójcik

Pewnego dnia Martyna wraz ze swoją koleżanką Klaudią postanowiła wybrać się na rolki. Wyruszyły w stronę Luszowic. W połowie drogi zaczęły je gonić psy, ale na szczęście uciekły. Wróciły się i pojechały do Przedszkola w Radgoszczy. Tam spędziły dość dużo czasu. Na sam koniec pojechały na lody i szczęśliwie wróciły do domów.

Martyna Minorczyk

W jesienny poranek kwiaty i krzewy nie były już takie piękne i wyraziste jak wiosną. Przez deszcz, przymrozki i zawieruchy ludzie zaczęli ubierać płaszcze, czapki i szaliki.
W lasach pojawiły się grzyby i jarzębiny. Mnóstwo osób spędzało swój wolny czas na grzybobraniu. Na drzewach liście zmieniły swój kolor na żółto-czerwony. Z drzew także spadły żołędzie.

Kamila Wójcik

Pewnego dnia padał deszcz, a ponieważ siąpiło Ola nie mogła wyjść na zewnątrz. Dziewczynka przypomniała sobie, że w tamtym tygodniu, gdy była na strychu widziała tam hulajnogę, więc postanowiła po nią pójść. Szła po schodach na górę z myślą, że będzie sobie jeździć po salonie. Ola szukała jej, ale nie mogła znaleźć. W końcu udało się jej odnaleźć hulajnogę, która leżała pod pluszowymi miśkami. Ściągnęła więc ją i zaczęła jeździć. Jednak hulajnoga była za mała, ponieważ Ola już z niej wyrosła.

Konrad Wójcik

Pewnego wrześniowego popołudnia padał deszcz, był przymrozek, wiał wicher oraz zapowiadało się na burzę. Pani w różowym szaliku, fioletowej czapce i szarym płaszczu zbierała grzyby. Wiewiórka, która jeszcze przed chwilą zbierała orzechy zniknęła w dziupli,
a żółto-czerwone liście opadły z drzew. W górze można było zobaczyć odlatujące jaskółki, a na ziemi kasztany. Malarz podziwiający wszystko zza okna postanowił namalować krajobraz aby dać go do muzeum i pokazać zwiedzającym.

Magdalena Borek

Pewnego dnia Tomek poszedł do swojego kolegi Konrada, aby zagrać w jego nową grę o górnikach na konsoli. Gra bardzo mu się podobała i pomyślał, że może sobie taką grę kupi. Był u kolegi bardzo długo i z niechęcią wrócił do domu. Na następny dzień poszedł do sklepu, by kupić tę wymarzoną grę. Po godzinie wrócił do domu i włączył ją. Bardzo się cieszył z jej kupna i grał w nią, gdy tylko miał czas, ponieważ lubił pracę górników.

Dominik Wójcik

Pewnego ślicznego, słonecznego dnia rudy jeż wybrał się na wycieczkę dróżką razem z kasztanowym źrebakiem. Na rozdrożu rozeszli się, bo źrebię chciało nazbierać kasztanów a jeż grzybów. Oboje mieli pełne plecaki i poszli zrobić sobie piknik, który był bardzo udany i smaczny. Po posiłku powędrowali do domów.

Damian Kupiec

Pewnego dnia jeżyk spotkał się z wiewiórką, która zbierała żołędzie. Nie mogła ich znaleźć, ponieważ brązowe liście przysypały je i zakamuflowały. Jeżyk powiedział jej, aby chodziła pod liśćmi, a nie po drzewach. Dzień później spotkali się, wiewiórka opowiedziała mu ile żołędzi dzięki niemu znalazła. W ramach podziękowania zwierzątko dało jeżykowi jabłko.

Mateusz Kijak

Późnego jesiennego wieczoru wybrałam się na spacer do lasu. Żółto-czerwone liście spadły na poszarzałą ściółkę. Ruda wiewiórka zbierała orzechy, źdźbła trawy, borówki i grzyby. Nagle zaczął padać rzęsisty deszcz, pobiegłam wiec szybko polną dróżką. Dotarłam do domu, a wieczorem okazało się, że jestem przeziębiona. Choroba minęła po kilku dniach.

Justyna Pikul

Pewnego dnia w szkole, na przerwie Krzysztof i Mateusz z klasy szóstej przypadkiem wdali się w bójkę z gimnazjalistą. Wszystko zaczęło się od tego, gdy chłopcy grali w piłkę nożną na korytarzu. Niechcący Krzysztof kopnął w gimnazjalistę, który siedział na ławce. Bardzo się zdenerwował, dlatego rzucił się na Krzyśka. Mateusz próbował odciągnąć agresora, ale chłopiec był silniejszy. Na szczęście Grażyna, koleżanka chłopców pobiegła po nauczyciela historii, który ich rozdzielił i na szczęście wszystko dobrze się skończyło.

Oliwia Zielińska

Pewnego dnia Jasio znalazł żołędzie i żółte liście. Chłopiec poszedł do domu i zaczął robić ludziki i malutkie motylki. Kiedy znudziło mu się to poszedł do lasu na grzyby, których znalazł bardzo dużo. Kiedy szedł napotkał na drodze wielkie drzewo, a w nim dziuplę z wiewiórką, która wyszła na pole. Szedł dalej i dalej i zobaczył sklep, więc kupił sobie batonika Góralka i znicza. Potem poszedł długą dróżką, a kiedy był zakręt w prawo i w lewo to skręcił w lewo i szedł ścieżką. Zobaczył cmentarz zmarłych żołnierzy. Zapalił tam małego znicza na grobie swojego zmarłego dziadka.

Jesienią pan jeż zjadł bardzo smaczne jabłko. Wiewiórka zobaczyła jak zwierzątko je owoc więc stwierdziła, że sama spróbuje. Lecz jej zęby utknęły w jabłku. Jeż jej zaczął pomagać ale mu się nie udawało i wymyślił, że skorupami od orzechów podważy zęby. To również nie poskutkowało, ale na szczęście przyszedł leśniczy i pomógł wiewiórce.

Jakub Burzec

Pewnego mroźnego dnia Żaneta rzekła, że zagrabi pożółkłe liście i pozbiera chrust. Gotowa do pracy wzięła swojego charta i zahartowana ruszyła. Grabie szurały po zamarzniętej ziemi i nagle Żaneta znalazła grzyba. Przyszła wtedy jej zziębnięta mama mówiąc, że dziewczynka wybiegła z ogrzanego pomieszczenia na zimne powietrze, a przecież jest chora na gruźlicę. Dziewczynka zasłabła, a załamana mama przewiozła córkę do szarego szpitala, obok którego kiedyś wschodziła pszenica. Ułożono Żanetę na łóżku w kształcie prostokąta, w którym wyzdrowiała. Powiedziała po tym wszystkim, że przeszkadzał jej poszarzały kolor sufitu.

Tomasz Fijał

Pewnego dnia postanowiłam wybrać się z mamą i siostrą do „Biedronki”. Chciałyśmy coś kupić tacie. Nie spodziewałyśmy się, że będzie tam Mikołaj. Moja siostra jak zwykle chciała mięć z nim zdjęcie. Dostałyśmy po cukierku. Robiłyśmy pierniki i ozdoby świąteczne. Potem zrobiłyśmy zakupy. Moja siostra od razu zaciągnęła mnie na zabawki. Na samym końcu pojechałyśmy do domu.

Patrycja Frąc

Strzelec w trzcinie

Pewnego słonecznego ranka strzelec w okularach wraz ze swoimi przyjaciółmi szedł do pracy. Po drodze spotkali swojego kolegę strażaka, który niósł stół z powyłamywanymi nóżkami. Pomogli mu, lecz on złożył przysięgę, że przez trzy dni ósmego miesiąca do Szczebrzeszyna będzie im przynosił świeżą trzcinę, każdemu z osobna w której nie będzie żadnych dżdżownic ani chrabąszczy. Po pracy szanowny strzelec, który zresztą miał na imię Hubert, pod swoimi drzwiami zobaczył tuzin snopków obiecanej trzciny. Kolejnego dnia nie zobaczył nie tylko roślin, leż także orzechów, do których zbiegły się wiewiórki. Trzciny było coraz więcej, aż strzelec Hubert zaczął w niej tonąć, więc wykorzystał ją do robienia cukru trzcinowego, którym przysładzał sobie różne rzeczy.

Kinga Jaje

Koszmarna czarownica

Pewnego dnia Grzesiu „karzełek”, a tak naprawdę Grzegorz Brzęczyszczykiewicz udał się do doktora, ponieważ bolało go ucho,. Nie chciał iś

, bo z opowieści wiedział, że spotka Marzenę Wilczyńską, najkoszmarniejszą doktor znaną w okolicy. Gdy wyszedł
z domu,
 w trzcinie zaszumiał chrabąszcz, chwilę później w dziupli z pożółkłego drzewa wyskoczyła wiewiórka trzymająca w łapkach kasztany i żołędzie. Po pięciu minutach był już w gabinecie i spotkał tę koszmarną i wstrętną czarownicę, która okazała się być miłą. Koledzy nie powiedzieli mu, że w dniu, w którym była niemiła zjadła surowe ziemniaki popite żółtkiem. Zbadała mu ucho, po czym wrócił do domu z wielkim tortem, który dostał od Pani doktor a na nim były: muchy, chrabąszcze, żuk, dżdżownica, figurka strażaka a dookoła pszenica z wężem.

Patrycja Kułaga

Okulista

Pewnego burzliwego, jesiennego dnia wyszłam z mamą do okulisty, który mieszkał 
w Strzałkowie. Bałam się, że będę musiała nosić okulary. Po drodze zauważyłam wiewiórkę, która wybiegła z dziupli z orzeszkiem w puchatych łapkach. Kiedy dotarłam na miejsce zauważyłam wstrętnego okulistę, który kazał mi usiąść na fotelu i zakropił oczy wstrętnie szczypiącymi kroplami, przez które nic nie widziałam. W poczekalni do mojej mamy przysiadła się postarzała kobieta, która okazała się jej pracodawcą. Po pewnym czasie z powrotem weszłam do gabinetu, okulista zbadał mi oczy i okazało się, że mam wadę wzroku.

Sylwia Oleś

Czarownica

Dawno, możliwe, że jakiś miliard osiemset pięćdziesiąt siedem lat temu
w trzcinie szeleścił ogromny chrząszcz. Miał ponad trzy metry i był wyższy od wszystkich drzew, które znajdowały się w Korupaczowie. Była tam i czarownica, która zwała się Pasztyczułka. To ona zaczarowała chrząszcza, by stał się tak duży, by dzieci bały się wyjść na świeże powietrze. Pasztrzyczułka wyglądała obrzydliwie, miała też nadęte, pożółkłe, zielone kłaki. Jednak dzieci wzięły się na odwagę i wyruszyły jej poszukać w ściółce, a gdy już znalazły to pożarły, ponieważ była z czekolady, w której znajdował się marcepan.

Julia Bodziony

Pewnego pięknego popołudnia rogata Zosia postanowiła pójść do Wystrzałkowa, by kupić przybory do skomplikowanego eksperymentu. Gdy tak spacerowała, napotkała straszliwego smoka, z którego paszczy wybuchały płomienie, palące wszystko, co się da. Zosia przeraziła się straszliwego smoka i chciała uciekać, lecz przypomniała sobie o swoim eksperymencie, który nie powiedzie się bez potrzebnych narzędzi. Pokonała straszliwego ziejącego smoka tylko wiadrem zimnej wody. Gdy szła w dalszą podróż napotkała dinozaura, który niszczył wszystko na swojej drodze. Rogata Zosia nie wiedziała co począć, postanowiła go ominąć, ponieważ była przy nim jak mrówka, więc powinien jej nie zauważyć. Prześlizgnęła się i poszła dalej, weszła do mroźnej krainy, którą władały złe i mroczne czary, zmarzła, lecz nie poddała się, ruszyła w dalszą wędrówkę. Nie zatrzymywała się, po prostu szła dalej. Gdy wyszła zmarznięta z mroźnej krainy i doszła do Wystrzałkowa napotkała strzelca, który dał jej zamówione przedmioty.

Kinga Leżoń

Zimowy poranek

Gdy wstałem z łóżka ubrałem się w ciemnobrązowy płaszcz, wodoodporne spodnie 
i wyszedłem z domu. Wziąłem swój zielony rower aby wyruszyć w długą podróż do sąsiedniej wsi. Przez gęsto zachmurzone niebo nic nie widziałem, lecz ujrzałem tęczę którą zakrywała wilgotna bryza. Zrezygnowałem z przejażdżki więc poszedłem do pobliskiego lasu ulepić bałwana i zebrać kryształowe krople lodu. Pomyślałem, że lepiej będzie zrobić zdjęcie w tle jaskrawego śniegu. Robiło się coraz ciemniej, a miałem wrócić do domu o ósmej.

Dominik Kaczocha

Wyjazd do babci

Pięknego porannego dnia pojechaliśmy do mojej babci Krystyny do Łukowej. Wstąpiliśmy wcześniej do sklepu „Biedronka” ponieważ chcieliśmy kupić coś słodkiego dla moich małych kuzynów. W sklepie zauważyłam stojącą przy pieczywach moją ciotkę Wiesię, bardzo mnie to ucieszyło, ponieważ dawno się z nią nie widziałam. Kiedy wyszliśmy ze sklepu moja mam spotkała moja kuzynkę Anię, która szła ze szkoły. Gdy zajechaliśmy do mojej babci a ona przywitała nas i powiedziała nam, że dobrze że przyjechaliśmy bo za jakieś 10 minut przyjedzie Pani fryzjerka i może mi podciąć włosy a mamie przefarbować. Gdy Pani fryzjerka zrobiła nam fryzury to musieliśmy jechać do domu bo było ciemno. Gdy wyszliśmy z domu do auta to babcia i moje ciotki mnie przytuliły na pożegnanie. Myślę, że muszę spędzać więcej czasu z rodziną i okazywać im wiele miłości i czasu.

Maria Pikul

Pewnego dnia gdy byłem w szkole dowiedziałem się, że mam sprawdzian. Nauczyłem się na niego. Gdy już go napisaliśmy to dostałem pałę. Bardzo się wkurzyłem i rozwaliłem ścianę. Pobiegłem za małym Szymonkiem. Gdy przyjechałem do domu pograłem trochę na komputerze. Potem poszedłem spać. Dzisiaj rano się obudziłem i poszedłem do szkoły. Po szkole odrobiłem prace domową żeby narysować jakąś wieże. Potem poszedłem spać.

Bartek Banaś

Dawno dawno temu był sobie Szymon taki mały szczur. Miał taką krótką sierść podobną do koloru blond. Był to bardzo agresywny szczur, jadł dużo sera a czasem jadł małe myszki. Pewnego dnia spotkał Panią szczur i żyli długo, ale Szymon zjadł ją. Ale to jeszcze nie koniec. Potem spotkał psa, wielkiego wilczura i zjadł go na deser, ale Szymon był dalej głodny i zjadł wszystko co żyło razem z Tobą. Bój się.

Jakub Sipior